Rząd PO

Minister Spółdzielni PO

Pociągi opóźnione o kilkaset godzin, brak miejsc w przepełnionych wagonach, pasażerowie wsiadający przez okno, tłok na korytarzu, nieogrzewane wagony i ogromne kolejki ludzi, których co chwila przepraszał komunikat z głośników. Grudzień 2010 roku zapamiętamy głównie z paraliżu na kolei i wszystkim, co z nią związane. Myślę, że niektórzy z Was mogli doświadczyć skutków tego paraliżu na własnej skórze. Koalicja rządząca obwiniała warunki pogodowe i szefów spółek PKP, opozycja żądała dymisji ministra infrastruktury – Cezarego Grabarczyka. Wniosek o jego odwołanie złożył Sojusz Lewicy Demokratycznej, a 5 stycznia odbyło się w Sejmie głosowanie. Decyzja mogła być tylko jedna – minister Grabarczyk zachował stanowisko, a stało się tak, ponieważ lideruje wewnątrz partii PO rosnącej w siłę „Spółdzielni”.  


192 za, 229 przeciw

Głosowanie nad wnioskiem o wotum nieufności wobec ministra infrastruktury miało miejsce 5 stycznia. Poprzedziła je długa debata, w której opozycja wytykała Grabarczykowi błędy i zaniedbania. Zresztą nie tylko związane z sytuacją na kolei, ale i z budową dróg i autostrad, czy też sieci teleinformatycznej w naszym kraju. Jednak szef ministerstwa infrastruktury mógł spać spokojnie. Mimo, iż wielu posłów i to zarówno z partii koalicyjnej (PSL) jak i z samej PO niechętnie broniło Grabarczyka przed kamerami to jasne było, że wotum upadnie, a on sam głosami koalicji zostanie obroniony. Czysta arytmetyka – prognozowali obserwatorzy sceny politycznej. I rzeczywiście – głosowanie nie przyniosło niespodzianek. Za odwołaniem Grabarczyka z stanowiska ministra infrastruktury było 192 posłów, 229 - przeciw, a 3 - wstrzymało się. Tuż po głosowaniu na sali rozległy się gromkie brawa posłów koalicji, opozycja buczała. W tym czasie dwie posłanki PO wręczyły mu okazały bukiet czerwonych róż.



Szef „Spółdzielni”


Opozycja oprócz zaniedbań zarzucała Grabarczykowi, że bardziej niż na uporządkowaniu sytuacji na kolei i budowie nowych dróg w Polsce koncentruje się na wewnętrznych przepychankach w swojej partii. I miała rację. Nie jest tajemnicą, że w samej Platformie Obywatelskiej istnieje kilka zwalczających się obozów. Najsilniejsze z nich utworzyły się wobec „człowieka numer jeden w Platformie” – premiera Donalda Tuska oraz wokół „wicetuska” – marszałka Grzegorza Schetyny. Okazuje się, że Cezary Grabarczyk jest silnym zawodnikiem, który stoi po stronie Tuska i skutecznie wzmacnia jego pozycję w partii. A przy okazji swoją. Grabarczyk skupił wokół siebie kilku wpływowych partyjnych kolegów. Obóz ten nazywany jest „Spółdzielnią”. Agnieszka Burzyńska z redakcji RMF24.pl twierdzi nawet, że minister infrastruktury bardzo liczył na otwartą wojnę pomiędzy Donaldem Tuskiem a Grzegorzem Schetyną. W warunkach konfliktu jego spółdzielnia rosłaby w siłę. Na razie przeliczył się.



Król w talii kart


Wspomniałem, że Cezary Grabarczyk to silny zawodnik w drużynie PO. Metaforyzując można stwierdzić, że jeżeli Donald Tusk i Grzegorz Schetyna są asami w talii kart, to „Czaruś” – jak mówią o nim koledzy z pewnością jest królem. W kuluarach sejmowych szepcze się, że polityk ten mierzy bardzo wysoko, być może widzi dla siebie fotel przewodniczącego partii. Dziennikarze już dawno zauważyli, że Grabarczyk poświęca posłom PO dużo czasu, nie opuszcza swojego gabinetu, a przy jego stoliku nigdy nie brakuje gości. Jednym obiecuje wybudowanie obwodnicy, innym pomaga w rozwiązywaniu regionalnych problemów, chętnie składa obietnice wybudowania dróg. To bardzo ważna pomoc, szczególnie przed lokalnymi bądź wewnętrznymi wyborami – wtedy jego aktywność ewidentnie wzrasta. Wzmacnia w ten sposób swoją pozycję w partii i wzmacnia swoją „Spółdzielnię”. Zasada jest prosta – liczysz na przyspieszenie inwestycji w swoim okręgu? Graj z nami! Jesteś za Schetyną? Braki w budżecie ministerstwa mogą opóźnić rozpoczęcie kilku inwestycji.



Bitwa o przyszłość

Warto zauważyć, że Grabarczyk – z wykształcenia prawnik – wskazywany był kilka lat temu jako „pewniak” na stanowisko ministra sprawiedliwości. W ministerstwie infrastruktury znalazł się trochę z przypadku. Osiągnął już tak silną pozycję w partii, że nawet ostra krytyka ze strony pasażerów, opinii publicznej i sejmowej opozycji nie pozbawiła go stanowiska. Pozostanie na nim kolejne dziesięć miesięcy, do jesiennych wyborów parlamentarnych. Gdzie później zostanie desygnowany? Zależy to od siły „Spółdzielni” i wyniku konfrontacji z obozem Schetyny.
Kreator stron www - szybka strona internetowa